1400GTR

Pożeracz Kilometrów

Kawasaki 1400 GTR

 

Co roku setki tysięcy ludzi zastanawiają się nad swoimi wakacjami. Można zdecydować się na Polskę, która jest rzecz jasna piękna. Ale wtedy jako docelowy sposób dostania się na pole namiotowe na Mazurach często wybiera się pociąg. Jeśli stać Cię na pierwszą klasę InterCity, to w porządku, ale jeśli Cię na nią stać, to co będziesz robił na polu namiotowym na Mazurach? Jeśli Cię nie stać, to zostaje Ci klasyczny pociąg, którym podróżowanie w 35 stopniowym upale jest mniej więcej tak samo przyjemne jak wpadnięcie do betoniarki przemysłowej. Jeśli zdecydujesz się na wczasy za granicą i w końcu wybierzesz Grecję albo – jeśli jesteś odważny – Tunezję, to pewnie spędzisz swoją podróż na siedzeniu samolotu. Oczywiście tuż po tym, jak ochrona zapyta Cię, dlaczego w 1996 roku wypaliłeś skręta w liceum i zrobi Ci ginekologiczną rewizję osobistą, po czym usadzi Cię na siedzeniu tuż obok matki z małym dzieckiem, które płacze w zupełnie nie-uroczy sposób. Fakty są takie, że potrzebujesz szybkiego, komfortowego, a przede wszystkim ekscytującego sposobu dostania się na wakacje. Na szczęście taki wyjechał ze stajni Kawasaki.

 

Komfort jest na pokładzie GTR'a doznaniem grającym pierwsze skrzypce. Dopiero później dojdzie do Ciebie jak jedwabisty jest silnik, jak kolosalny moment obrotowy masz do dyspozycji pod batutą prawej dłoni, jak ten kolosalny drogowy-mamut się prowadzi po zakrętach. Pierwsze co zauważysz Ty i Twój układ nerwowy to to, jak jest wygodnie. Pozycja za sterami nie przywodzi na myśl wysokich chopperów, jest aktywna, powiedziałbym nawet – lekko sportowa. Ale wyluzowana. W zasadzie to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyjechać z domu na krótką przejażdżkę i chwilę później przyłapać się na mijaniu tablicy z napisem „Francja”. GTR jest bardzo dalekosiężny. Należy wspomnieć o najważniejszej rzeczy w tym motocyklu, czyli o elektrycznie regulowanej szybie. To najlepsza rzecz jaka istnieje i jaką można zamontować w motocyklu. I wiem, że bawiąc się tym na każdych światłach prezentuję się światu jako encyklopedyczny przykład debila, ale nie szkodzi. Moment, kiedy przyciskiem podwyższasz szybę przy wjeździe na autostradę i motocykl „staję się” gotowy do osiągania wysokich prędkości – BEZCENNY.

 

A propos prędkości. Zmiana wskazań prędkościomierza odbywa się tutaj bez żadnego teatru, dramatu, szoku. Prędkość po prostu rośnie, a Ty czujesz, jak fizyka działa na Twoje stawy i kark. Czy to oznacza, że GTR jest wolny? Och, nieee. Jest szybki, diabelnie wręcz szybki. W końcu ta sama jednostka napędowa napędza atomowego ZZR1400. A to tak, jakby jakiś chłop miał taką samą twarz jak Bradley Cooper – sukces jest niejako podany na tacy. Otwierasz  przepustnicę, która przez podwójne wtryskiwacze podaje paliwo i obserwujesz prędkościomierze: 80, 140, 170, 200, 240 i dalej, znacznie dalej. Czy motocykle, które gabarytami i masą przypominają Katowicki Spodek powinny być tak szybkie? Przyjmijmy, że tak. Samo osiąganie wysokiej prędkości nie jest trudne. Wystarczy sto koni i zestaw owiewek, żeby pojechać grubo powyżej dwóch paczek. Ale zapytajcie kogokolwiek, kto miał okazję jechać motocyklem sportowym z wysoką prędkością przez dłuższy czas, czy było mu komfortowo i czy czuł się fajnie i wygodnie. Odpowiedź zazwyczaj poprzedzać będzie lekkigrymas twarzy i zdanie „Yyyy, no jasne”. W rzeczywistości jednak długotrwałe utrzymywanie wysokiej prędkości jest ekstremalnie wyczerpujące. W GTR z kolei przychodzi to z taką łatwością, że niemiecki odcinek autostrady możesz pokonać nie schodząc z budzika poniżej 260 km/h przez godzinę bez przerwy.

 

Możesz GTR'em jeździć w sposób, który naukowcy określają jako „nieodpowiedzialny”, „szalony” i „niebezpieczny”, a który my motocykliści określamy jako „wspaniały”. No bo, skoro jesteś już w Alpach i dojechałeś tu w komforcie i prestiżu (niczym w Mercedesie klasy „S”) to przecież masz obok te wszystkie zakręty i przełęcze. To prawda, GTR waży prawie tyle samo ile bizon. I nawet dorosły, dobrze odżywiony, silny chłop może mieć problem z postawieniem tego kolosa na centralną podstawkę albo wyprowadzeniem z garażu. Z racji tego, że ten motocykl wyprodukowało Kawasaki, właściwości jezdne to połączenie fizyki i czarów-marów. Naprawdę,  wszyscy wiemy, że Kawasaki prowadzą się perfekcyjnie, ale żeby ponad trzystukilogramowy turystyk zmieniał kierunek tak chętnie, a w zakrętach zachowywał się tak neutralnie...

 

GTR nie przeszkadza Ci w czasie jazdy. Niby masz między nogami prze-potężny motocykl z kotłownią zamiast silnika, co nakazywałoby wysunąć teorię, że jazda będzie doświadczeniem trudnym. Ale okazuje się, że motocykl sam się prowadzi, jak mega-doświadczona tancerka. Wie, co chcesz zrobić i robi to, niemal bez Twojej wiedzy. Ma to dwie główne zalety. Po pierwsze jest to przyjemne. Mówiłem to już wiele razy i powiem raz jeszcze: udana współpraca kierowcy z super-ciężkim motocyklem jest niezwykle satysfakcjonująca. Po drugie możesz więcej uwagi poświęcić widokom. Które mogą przecież być wybrzeżem Włoch, bo miałeś jechać na krótką przejażdżkę, ale wyszło jak zwykle.

 

Pociąg czy samolot? Jeśli lubisz suche ciastka i siedzenie obok kogoś, kto przez  kilka godzin rozmawia przez zestaw głośnomówiący, powinieneś wybrać pociąg. Jeśli z kolei lubisz być obmacywany na oczach setek ludzi i siedzieć w irytującym szumie i obok irytującego, płaczącego Brajanka, powinieneś zdecydować się na samolot. Jeśli żadna z tych wizji nie przypadła Ci do gustu i lubisz, żeby urlop zaczynał się już od podróży, a przy okazji ogromna ilość mocy i momentu obrotowego przyprawia Cię o przyjemne mrowienie, 1400GTR to strzał w dziesiątkę. Aha, jeszcze jedno. Instrukcja obsługi mówi, że prędkość maksymalna to 250 km/h. Nieprawda.