J125

 

Miasto. Wielkie skupisko korków i wiecznego czekania na coś. Zaplanujesz sobie trasę przejazdu do pracy, może nawet uznasz, że jadąc obwodnicą unikniesz zatoru w centrum, ale cały Twój misterny plan idzie – cytując Siarę – w p***u, kiedy jakiś kierowca Lanosa zapomina, gdzie jest pedał gazu albo drążek zmiany biegów. Gdybym za każdy przypadek bezsensownego czekania na skrzyżowaniu, aż nieszczęśnik przede mną znajdzie jedynkę dostawał złotówkę, poruszałbym się teraz prywatnym samolotem G6. Lepiej nie będzie, samochodów i kierujących nim ludzi, którzy traktują transport jako bolesną konieczność będzie tylko przybywać. I dopóki ktoś nie wymyśli teleportacji, jesteśmy ugotowani. Czy aby na pewno?

 

Skuter...

… to genialny wynalazek, który w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat przeżył prawdziwe odrodzenie. Kiedyś posiadacz skutera był młodym ziomkiem, który wydawał swoje kieszonkowe na tuning. Teraz skuter ma Twój dziadek, wujek, jego wujek i prawdopodobnie jego żona. Sprawa była o tyle prosta, że po pierwsze, do najmniejszych skuterów nie jest potrzebne żadne motocyklowe prawko. Wystarczy dowód. Po prostu ładowałeś się na mały jednoślad, w takim ubraniu w jakim akurat byłeś, do siedzenia przywiązywałeś wór z kartoflami i jazda. Ludzie się zmotoryzowali, rynek się napędził, było dobrze. Nie do końca, bo okazało się, że nie wszyscy szukali najtańszego produktu z Biedronki, który rozsypie się po wyjeździe ze sklepu. Wraz z absurdalnym wzrostem ilości samochodów na drogach prezesi, właściciele firm, lekarze, adwokaci i deweloperzy szybko zrozumieli, że do roboty dojadą znacznie taniej i szybciej skuterem niż BMW X6 w leasingu. A przecież tacy ludzie nie pójdą do Tesco i nie kupią sobie jednorazówki skuterowej za 1700 zł.

 

Potrzebne było uniwersalne rozwiązanie...

… i zbiegło się to w czasie ze wprowadzeniem w życie ustawy, która umożliwia kierowanie 125cc posiadając prawko kat. B. Dzięki temu Pan Krzysztof, który ma swój gabinet stomatologiczny nie musiał przechodzić przez bolesny proces motocyklowego prawa jazdy, aby jeździć większym jednośladem. I w ten oto sposób dochodzimy do Kawasaki J125. Od jego starszego brata J300 odróżnić go jest praktycznie niemożliwe, bo dzieli on z nim takie samo nadwozie, podwozie i wyposażenie. A co za tym idzie, na pokładzie jest tyle miejsca i jest tak wygodnie, że Twój pasażer może na swojej części kanapy zasnąć. Nie mówię tego ot tak sobie. Naprawdę jechałem kiedyś tym sprzętem z kobietą, która faktycznie usnęła. Żaden inny pojazd w tej kategorii  pojemnościowej nie oferuje tyle miejsca i komfortu. I w sumie nic nie powstrzymuje Cię przed wypadem w góry na weekend ze swoją panną.

 

No chyba, że...

...masz w planie sporo wyprzedzać. To jest przecież oczywista oczywistość, ale wyjaśnijmy sobie. J125 to nie jest szybki pojazd. Nie jest, bo nie ma taki być. Rozpędzenie do 100 km/h trwa...hmm, w sumie nie wiem ile, bo nie chciało mi się czekać. Modelka o wadze 23 kilogramów pewnie by się do tej prędkości po jakimś czasie rozpędziła, ale ja niestety modelką nie jestem, więc... Czy to oznacza, że J125 w mieście jest bezużyteczny? O, nie, zdecydowanie nie! Napęd, a raczej jego wariatorowe przeniesienie powoduje pewne opóźnienie, ale niewiele czasu potrzeba, żeby J125 wystrzelił spod świateł. Najfajniej jeździ się w zakresie 30-60 km/h, czyli z prędkością miastową. Ktoś powie, czemu tak wolno. Ano dlatego, że w mieście więcej nie wolno. Chcesz gonić dwa razy więcej? Śmiało, zbieraj punkty i odbieraj kwity.

 

Plusem jest tu w zasadzie wszystko...

… czyli przestrzeń załadunkowa dla kierowcy i pasażera, komfort, owiewka, schowki i ogólna łatwość oraz bezproblemowość użytkowania. Bezproblemowość do tego stopnia, że pojechałem tym sprzętem do McDonalds na drive, zapłaciłem kartą, burgery wrzuciłem między kokpit a szybę, a szejka do ręki, z której konsumowałem go w czasie jazdy. Taką właśnie wolność daje Ci J125. I chyba żaden inny skuter w pojemności nie łączy w sobie miejskiej uniwersalności z opcją wyjazdu w trasę z pasażerem.

 

Wróćmy na chwilę do miasta...

… bo tam J125 rządzi. Jest zwinniejszy od J300, prowadzi się łatwiej, prościej składa, neutralniej zachowuje. Musi się tak zachowywać, bo dzięki faktowi bycia 125cc na prawko samochodowe potencjalna grupa użytkowników tego pojazdu ulega znacznemu zwiększeniu. Mimo, że J125 jest obrzydliwie-wygodny i komfortowy, pozwala Ci penetrować korki jak audytor urzędu skarbowego zeznania podatkowe. Nawet jeśli masz Smarta, nawet jeśli masz starego Fiata 500, to w centrum Katowic o godzinie 10:00 i tak nie zaparkujesz. A po co masz płacić haracz parkingowy tylko po to, żeby w sklepie być przez 7 minut. Problem rozwiązany jest dzięki wolności, jaką daje J125. Mało mocy? Na obwodnicy Piekarskiej wyprzedził mnie w wyjątkowo ostentacyjny sposób gość w pomarańczowym Gallardo Spyder. Tylko po to, żebym 3 minuty później minął go w korku przed światłami. A dzięki temu, że miał opuszczony dach, słyszał mój śmiech.

 

Kawasaki J125 to...

… wielki mały skuter. Owszem, trzysetka będzie bardziej pewna siebie na autostradzie, ale pamiętajmy, że te dwa sprzęty różnią się jedynie silnikiem i masą. Dzięki temu możesz nie tylko zapomnieć, co to znaczy się spóźniać do pracy, ale wszystko staje się twoim miejscem parkingowym, a weekend wycieczka za miasto. No, śmiało, zapytajcie się ile pali silnik 125cc. Zaoszczędzoną kasę wydaj na jakiś prezent dla swojej lepszej połówki. Słyszałem, że one lubią czekoladę. Podsumowując, Kawasaki J125 to jedyny pojazd, który możesz prowadzić mając tylko prawo jazdy kat. B i który jest jednocześnie tak zwinny, tak łatwy, tak uniwersalny i tak komfortowy. I dla prezesa i dla pracownika piekarni.