J300

Bugatti Veyron. Ferrari LaFerrari. McLaren P1. Mercedes AMG GT. Audi R8 V10. BMW M5. Lamborghini Huracan. We wtorkowe popołudnie, w centrum Katowic, po siedemnastej Kawasaki J300 będzie szybsze od wszystkich tych samochodów. Kropka.

 

Po co komu skuter?

Zrządzeniem losu i pewnego kierowcy Skody Roomster, którego nie pozdrawiam nie mogłem ostatnio przez pewien czas jeździć motocyklami, które posiadają zbiornik paliwa między nogami kierowcy. Stąd też banan na moim starzejącym się obliczu powiększył się dość znacznie, kiedy po otwarciu drzwi garażu ukazał się pierwszy w historii skuter Kawasaki – J300. Po świecie chodzą ludzie, którzy uważają, że skutery są głupie. Ja się do tych ludzi nie zaliczam i nie twierdzę tak tylko dlatego, że pisząc te słowa trochę śmiesznie chodzę. I gwarantuję, że w upalny dzień, na przykład taki jak dziś, przeciskając się przez korek nie będziesz chciał siedzieć nawet na Ninjy H2. Dobrze, ale o co chodzi z J300? Złośliwi powiedzą, że to ładniej ubrane Kymco Downtown. Nie, chwileczkę. To znacznie ładniej, wręcz zjawisko ubrane Kymco Downtown. Kolaboracja giganta z Akashi z koncernem z Tajwanu nie jest tajemnicą. Wszyscy to wiedzą. Kawał dobrej roboty odwalili projektanci. W pełni świadom zmysłów uważam, że to obecnie jeden z najlepiej prezentujących się o ile nie najlepiej prezentujący się maksiskuter. Spędziłem w swoim życiu naprawdę sporo czasu za sterami różnych rollerów w wyższych pojemnościach i postawiwszy J300 przy, dajmy na to, Burgmanie mamy wrażenie, że postawiliśmy Natalię Siwiec przy Annie Grodzkiej. J300 przypomina mi lepsze czasy, kiedy ekscytowałem się japońskimi skuterami z końca lat 90-tych i których plakaty miałem porozwieszane w garażu.

 

Japoński temperament

Czy różnice w silniku J300 i Kymco są naprawdę tak zauważalne? Owszem, są. Po pierwsze primo, inżynierowie Kawasaki odwalili przynajmniej tak dobrą robotę jak projektanci. Elektro-spece spędzili sporo czasu kalibrując i ustawiając ECU, dzięki czemu reakcję na gaz można określić wyłącznie słowem „superprecyzyjna”, a to naprawdę wysoki komplement w przypadku skutera, w którym przeniesienie napędu odbywa się przez jednostopniową przekładnię CVT. Wszyscy, którzy kiedykolwiek jeździli skuterem doskonale wiedzą, że trudno utrzymać „stałe obroty”, zwłaszcza podczas przejeżdżania zakrętu. Skutery mają swoistego laga, kiedy wariator zabiera się do roboty. W J300 to zjawisko zostało zminimalizowane, a relatywnie krótki skok rollgazu i spora jego czułość w połączeniu z czarami w ECU naprawdę pozwalają kontrolować moc. Której jest tutaj dwadzieścia osiem koni, hasających sobie w jednocylindrowym silniku.  Wystarcza, aby na światłach zostawić daaaaaleko w tyle wszystko, co na nich stoi i aby do 100 km/h rozpędzić się w czasie poniżej 7 sekund.  Naprawdę dobry wynik dla skutera klasy 300cc. Wtrysk paliwa działa w tak dobrej współpracy z ECU, że J300 jest elastyczny. Na tyle elastyczny, że jadąc z prędkością 80 km/h jest jeszcze spory i bardzo wyraźny zapas przyspieszenia, które kończy się w okolicach 150 km/h, przy czym za komfortową można uznać prędkość podróżną na poziomie 120-130 km/h.

 

Miasto moje, a w nim...

Nieco bardziej szczodrze obdarzeniu przez naturę wzrostem osobnicy mogą napotkać pewne problemy z zajęciem komfortowej pozycji za sterami. J300 nie posiada podestów pozwalających wyprostować nogi. Zaletą tego rozwiązania jest to, że kierowca cały czas siedzi w jednej pozycji, co pozytywnie wpływa na centralizację masy, a to na prowadzenie. Sam środek ciężkości, co nie powinno dziwić w przypadku skutera, jest nisko. Dzięki temu Kawasaki w zakrętach zachowuje się jak mucha i zmienia kierunek błyskawicznie. To okazuje się szczególnie przydatne filtrując korki, bo zawsze zdarza się tak, że w kolumnie samochodów jakiś smutny kierowca z kompleksami stanie tak, że trzeba go omijać. Środowisko naturalne J300 to rzecz jasna miasto, ale nie ma ani jednego powodu, dla którego miałbyś nim nie pojechać na weekend w góry i mieć sporo zabawy dojeżdżając tam krętymi drogami. Zwłaszcza, że w schowku pod kanapą jest dostatecznie dużo miejsca na duży plecak albo torebkę Twojej dziewczyny.

 

Waleczne serce

J300 można podsumować jednym zdaniem: jest na tyle zwinny, żeby poradzić sobie z korkami, ale nie tak słaby, żeby nie poradzić sobie na autostradzie. Pojemność 300cc okazała się strzałem w dziesiątkę i wstrzeleniem się w słodki punkt osiągów i użyteczności. Załóżmy, że od marca do listopada spędzasz w korkach pół godziny dziennie. To dwie i pół godziny tygodniowo. To 10 godzin miesięcznie. To 90 godzin w sezonie motocyklowym. Aby ująć to jeszcze bardziej obrazowo i dramatycznie, nie jeżdżenie w sezonie motocyklowym jednośladem, korki bezczelnie kradną z Twojego życia dwa weekendy. Dwa pełne weekendy, które mógłbyś spędzić ze swoją rodziną w Szczyrku, albo po prostu leżąc przed telewizorem i oglądając powtórki „Klanu”. Nawet to będzie lepsze niż pieczenie się w metalowej puszce w godzinach szczytu, kiedy temperatura przekroczy 30 stopni, a szczęśliwi posiadacze skuterów będą tylko przemykać obok ciebie i dojeżdżać do swojego docelowego miejsca znaczcie szybciej i szczęśliwiej. Na co czekasz?