Vulcan 1700 Nomad

Zły Chłopiec

 

Wsiadając na cruisera nie chce się czuć jak przedstawiciel handlowy firmy farmaceutycznej. Chce się czuć jak najbardziej zły gość w mieście, który zawsze idzie z panną do łóżka na pierwszej randce, nigdy nie daje napiwków i parkuje w niedozwolonym miejscu i się tym nie przejmuje. O to chodzi w cruiserach. I błagam, niech nikt nie pozwoli sobie wmówić, że chodzi o mateforyczny „wiatr we włosach”, którego przecież nie czujesz, bo masz na głowie kask. Rozsiadając się na wygodnej kanapie cruisera chcesz być zły. I dobrze.

 

Zły charakter, dobre prowadzenie

Nomad nie prowadzi się jak tak zwany „zwykły cruiser”. Oczywiście, że jest w większości wykonany z takiej samej stali z jakiej wykonane są kraty na Wawelu i w sumie waży mniej więcej tyle samo ile Wawel, ale wystarczy wprowadzić motocykl w zakręt raz żeby przekonać się, że to nie jest „zwykły cruiser”. Mam swoją sekretną, nikomu nie znaną trasę testową (która znajduje się na drodze z Tworoga do Koszęcina, trzeba skręcić na rondzie w Drutarni na drugim zjeździe, potem w lewo), na którą zabieram każdy testowany motocykl (i jak twierdzą niektóre osoby, każdą kobietę – wstrzymuje się od komentarza) i zasada jest prosta: jadę najszybciej na ile pozwala na to rozsądek na cywilnej drodze. Jeśli przeżyję, motocykl jest dobry. To zaskakujące z jaką prędkością można się władować na Nomadzie w zakręt. Mało tego, to zaskakujące z jaką finezją ten gigant przelatuje przez naprzemienne zakręty. Pisałem już wielokrotnie, że jest coś niesamowicie satysfakcjonującego w skutecznej kontroli w zakręcie motocykla, który waży tyle, co jądro ziemi. No i moim zdaniem nie ma nic bardziej męskiego niż iskry lecące z podnóżków ścierających się na asfalcie przy pochyleniu. 

 

Zazwyczaj lubię ostro

Cruisery lubią jak wbijasz ostatni bieg, trzymasz obroty w okolicach 1500/min i  pozwalasz wibracją silnika widlastego masować Twój tyłek. I Nomad będzie bardziej niż szczęśliwy w takich okolicznościach, ale to, co chcesz naprawdę zrobić to zredukować. O jeden, dwa i trzy, a potem przeciągać silnik tak, abyś kolejne przełożenie zmieniał dopiero wtedy, gdy wyskoczy Ci kręgosłup. O tak, Nomad uwielbia wysokie obroty. Uwielbia być karany. I wiem, że brzmi to jak kliszowa fantasja seksualna, ale nie ma lepszego sposobu na opisanie charakteru tego silnika, który sprawiał wrażenie jakby miał być nudnym leniwcem, a okazał się charyzmatyczną hieną. Dobrze, ale co mówią liczby? Cóż, mamy 1700cc, które nie napędzają rodzinnego vana, ale motocykl. Oprócz tego mamy bardzo dużo momentu obrotowego, który z powodzeniem wystrzeli Cię do przodu obojętnie na którym biegu otworzysz gaz. Ale co się stanie, jeśli będziemy jeździć Nomadem nie jak totalny oszołom? Stanie się spodziewane. Będzie miło, relaksująco, przyjemnie. Dokładnie tak jak powinno być na cruiserze.

 

Feel Good

Wiem, że łatwo jest znienawidzić cruisera. Zwłaszcza jeśli jest godzina dwudziesta pierwsza pod koniec września, a temperatura nie przekracza 7 stopni. Wtedy moja idealna wizja cruisera jest bardzo, ale to bardzo daleko od pocztówkowej wizji rodem z Route 66. To niestety nie szalone lata młodości, kiedy nie było czegoś takiego jak konswkwencje swoich działań. Teraz po powrocie z wieczornej przejażdżki nie rzucam skóry na garderobę i nie wychodzę na imprezę, po której nie mam kaca. Teraz wskakuje w kapcie, odpalam Farelkę i oglądam teorie spiskowe na temat ataków terrorystycznych z 11 września. Jest jednak jedno małe „ale”. Mimo tego, mimo tych niesprzyjających warunków, zimna i jęków wydawanych z siebie przy siadaniu na jakiejkolwiek powierzchii Nomad mnie cieszył. Cały czas za sterami tego wielkiego behemotha czułem się zacnie, a urocza kobieta na parkingu Lidla się do mnie uśmiechnęła. Dobrze myślisz, skarbie, Jestem zły!

Skoro już przeczytałeś nasz artykuł - sprawdź, jak perfekcyjnie mogą działać serwisy motocyklowe!