Vulcan S

6 Rzeczy, Które Powinieneś Wiedzieć O Vulcanie S

 

Słyszysz słowo „cruiser” i już masz przed oczami kogoś, kto właśnie opuszcza budynek ZUS ze świstkiem emerytury i wsiada na wielkiego, chromowanego słonia z frędzlami przy kierownicy i lisią kitą na błotniku, kto jest równie interesujący jak przyglądanie się schnącemu praniu. Osobiście nie wiem o co chodzi, bo kiedy ja dostaję kluczyki do czegoś, co gabarytami przypomina Muzeum Guggenheima i ma tyle samo chromu, to wiem, że oddam to z całkowicie zdartymi podnóżkami, a każdy zakręt będzie pokonywany przy bukiecie iskier. Kawasaki Vulcan S nie ma za dużo chromu, a podnóżki są tu bardzo wysoko, w ogóle z typowym, „emeryckim” wyobrażeniem na temat cruiserów ma wspólnego praktycznie nic.

 

1. Będziesz zaskoczony jak to się prowadzi.

Inżynierowie Kawasaki muszą mieć pakt z mocami ciemności, bo utarło się, że rzeczy z długim przednim zawieszeniem i dużym rozstawem osi prowadzą się jak wypełnione kapustą wanny. Mało tego, przednie opona bieżnikiem przypomina gumy, na których w latach 70-tych ścigał się Eddie Lawson. Słowem, nic nie zwiastuje przyczepności i dobrego prowadzenia. A tu niespodzianka. Vulcan S – nie ma innych słów, żeby to określić – jest wyważony idealnie i kiedy inne cruisery podczas desperackich prób pokonywania nimi zakrętów rozłażą się po całym zakręcie, tutaj czujesz co dzieje się z motocyklem, który obiera wybrany przez Ciebie tor jazdy i się go trzyma. Każdy kto kiedyś musiał cruiserem albo chopperem dynamicznie ominąć jakąś przeszkodę na drodze wie, że lepiej już byłoby jechać wtedy na byku. Przerzucanie Vulcana w zakrętach to już nie zwykłe dobre prowadzenie, to już po prostu przyjemność.

 

2. Na światłach możesz użyć CAŁEJ mocy

Wierzę, że procedura startowa spod sygnalizacji świetlnej jest wszystkim znana. W momencie, kiedy zapala się pomarańczowe, trzymasz klamę sprzęgła, kręcisz obroty do mniej więcej 3500-4000 obrotów i w momencie, gdy zielone da Ci znak do startu, strzelasz z klamy i odpalasz motocykl ze startu zatrzymanego. Jeśli zrobiłbyś to na – powiedzmy – Ninjy ZX-6R, a przesadzisz nieco z proporcjami gazu i sprzęgła, Twój dzień prawdopodobnie skończy się na izbie przyjęć. Ale w Vulcanie nawet jeśli odkręcisz gaz do końca, owszem, motocykl odpali do przodu bardzo ale to bardzo dynamicznie, jednak nie będzie w tym nic strasznego. Vulcan nie onieśmiela i wszystko Ci wybaczy. Jest jak Bożenka z Klanu. Ale teraz jeszcze jedna ważna kwestia. Nie ma tutaj kontroli trakcji, bo raz, że nie ma takiej potrzeby, a dwa uślizg tylnego koła (utrata przyczepności) często ma miejsce dlatego, że tył motocykla jest odciążony. W Vulcanie większość Twojej masy jest siłą rzeczy – czyt. pozycji za kierownicą – przełożona do tyłu, więc szansa, że opona straci przyczepność jest baaardzo niewielka.

 

3. Idealnie nadaje się na pierwszy motocykl

Kiedy już w końcu przebrniesz przez katorżniczy proces zdobywania prawa jazdy w Polsce i w końcu w Twoim portfelu zagości plastik z wielki „A”, a w duszy gra Ci idea Easy Ridera, Vulcan będzie jak objawienie. Po pierwsze primo, nawet jeśli masz już prawko A2 i ostatni czas spędziłeś za sterami czegoś, co miało 47,5 KM, a teraz masz coś co koni ma kilkanaście więcej, to z pewnością nie powinieneś się obawiać, że mocy będzie za mało. Moc jest tutaj podana w tak użyteczny sposób, że kiedy jej potrzebujesz, to jest, ale kiedy jej nie potrzebujesz, to nie zaskoczy Cię jak wezwanie na audyt do Urzędu Skarbowego. Nie ma nic gorszego od obrzydzenia sobie początku przygody z „dużymi” motocyklami przez szczekającą reakcję na gaz, kiepsko działające sprzęgło (w Vulcanie jest regulacja klamki) i toporną skrzynię biegów.

 

4. To jest sportowy cruiser

Niech płynne kształty zbiornika paliwa, szeroka kierownica, wyciągnięty widelec i niska kanapa Cię nie zmylą. Kawasaki Vulcan S z ręką na sercu można nazwać sportowym cruiserem, bo można nim jeździć w sportowy sposób. Jeśli jesteś częstym uczestnikiem imprez torowych, Speed Day'ów itd. to osobiście zdecydowałbym się na nieco inną opcję, ale jeśli chcesz narobić tak zwanej gańby swojemu kumplowi na sześćsetce to możesz tak uczynić. Zawieszenie jest skalibrowane w stronę miękkiego i zdarza mu się zanurkować przy ostrym hamowaniu, ale nie w sposób, który powinien jakoś martwić albo stresować. Ale podnóżki są – jak na cruisera – bardzo wysoko i żeby je na zakręcie przytrzeć, trzeba jeździć grubiej. To taki czujnik dobrej zabawy. Jeśli trą i lecą z nich iskry, to znaczy, że jeździsz tak jak powinieneś. Co ciekawe, zawieszenie mimo swojej raczej nie wysublimowanej jak na cruisera przystało charakterystyki nie wydaje się specjalnie zdenerwowane nawet jeśli jadąc w zakręcie natrafi na jakąś nierówność na drodze. Doskonałe prowadzenie motocykli Kawasaki od zawsze było i jest faktem.

 

5. Spalanie rzędu 4 – 4,5 litra na 100 kilometrów to norma

To wszystko przez silnik, dzięki któremu Kawasaki Versys i ER-6 również cierpią na permanentną abstynencję paliwową. Słowo klucz – elastyczność. Nie jest problemem w terenie zabudowanym zejść na 6 biegu do 40 km/h i dynamicznie z tej prędkości przyspieszać. A żeby wskazania prędkościomierza zmieniały się w zadowalającym tempie, potrzebne są naprawdę drobne ruchy manetki gazu. Mówiąc prościej – żeby Vulcan jechał nie trzeba go kręcić. Żeby spalanie wyniosło powyżej 6 litrów na 100 kilometrów trzeba się naprawdę postarać i praktycznie uwiesić na manetce gazu, a biegi zmieniać dopiero wtedy, kiedy głowa eksploduje Ci w chmurze czerwonego pyłu. A właśnie, a'propos wysokich obrotów...

 

6. Silnik kocha złe traktowanie

To dwucylindrowa jednostka rzędowa znana z Versysa czy ER-6 więc wiesz, że będzie tak samo niezawodna jak szwajcarski urząd pocztowy i przeżyje apokalipsę. Moment obrotowy pozwala jeździć na niskich obrotach bez zadyszki, jąkania czy szarpania łańcuchem, co jest oczywiście dobre. Ale lepsze jest zrzucenie na trójkę i kręcenie aż do ogranicznika obrotów. Co z tego, że to cruiser? Każdy ma prawo do radości. Uwielbiam ten moment, kiedy z potencjalnie bulwarowego motocykla, jakim, cóż, Vulcan S jest, udaje się wywlec mini-demona (co ciekawe, uwielbiam to również u kobiet). Zaniechaj zmianę biegu na wyższy aż obrotomierz nie będzie wibrować na odcięciu. Nie używaj sprzęgła przy zmianie biegów, wbijaj je stanowczo i płynnie. Redukuj szybko, o kilka biegów, z między gazem. Nie jestem za pomocą słowa pisanego wyjaśnić jak wielce satysfakcjonujące jest idealne wstrzelenie się w obroty po dobrze wyegzekwowanej redukcji z między gazem. Czy Vulcan S oprócz tego dzikiej strony swojej natury jest ndal wyluzowanym cruiserem? Odpowiedź na to pytanie przyjdzie sama w niedzielne, słoneczne popołudnie, kiedy będziesz się kręcił po mieście na wysokim biegu i pozwolił silnikowi przyjemnie wibrować na niskich obrotach.

Zobacz zdjęcia Kawasaki Vulcan S

 

Sprawdź aktualną ofertę Dealera Kawasaki DELTA Plus:
- Vulcan S
- Vulcan S Special Edition
- Vulcan S Cafe'