Z1000SX

Kawasaki Z1000SX 2017 – Nowe Szaty Króla

Z1000SX był dzieckiem geniuszu kogoś w dziale marketingu i planowania Kawasaki. Litrowy wściekły naked w postaci Z1000 był strzałem w dziesiątkę i po dziś dzień nie przestaje szokować, ale – bądźmy szczerzy – jazda nim w trasie, której długość przekracza 70 kilometrów jest przyjemna w takim samym stopniu jak podróż dookoła świata na pace Poloneza Pickup wypełnionej węglem. Z1000 był ultra twardy i owszem, dzięki silnikowi (który w sumie bardziej kwalifikował się jako bomba) kierowca też był ultra twardy, ale wspaniale byłoby mieć tą moc i szaleństwo pod batutą prawej dłoni i móc wybrać się w trasę, preferowalnie z małżonką. No i tutaj przyszedł SX, obudowany, wygodny Predator z szybą i możliwością szybkiego zwiedzania świata. Tak, żeby punkty nie nabijały się na naszym prawku.

Nowy gajer

Sx nigdy nie był brzydki. Był prawdę mówiąc dość przystojnym motocyklem, ale mimo wszystko przywodził na myśl gościa, który okazyjnie lubi sobie pójść na ustawkę po meczu i obić komuś oblicze. Nowy SX to ewolucja tego gościa. Jeśli istniałby człowiek, który byłby ucieleśnieniem jakiegoś motocykla, to rzeczywistą inkarnacją SX byłby trener fitnessu. Taki z brodą, fryzurą na tatara w perfekcyjnie modnym dopasowanym gajerze. Mamy tutaj wszystko, co tak uwielbialiśmy w starym modelu, czyli fakt, że wszystkie elementy są doklejone do przepotężnej sekcji centralnej z silnikiem. SX jest wyrzeźbiony. Jest bardziej nowoczesny i założę się, że gdzieś w Akashi jakiś japoński inzynier powie mi, że te wszystkie ostre linie i przetłoczenia były inspirowane mieczami samurajskimi albo że poprawiają aerodynamikę, co być może jest prawdą, ale fakt jest taki, że wychodząc ze sklepu i patrząc na ten motocykl pierwsze, co wbija ci się do głowy to zdanie: „To wygląda cholernie dobrze”. To stwierdzenia zdaje się być potwierdzane stale, kiedy patrzę się na przód tego motocykla. Turystyki nie powinny wyglądać tak agresywnie. A może... powinny?

Zrelaksowany maniak

No dobrze, porozmawiajmy o silniku. Jeśli mówimy o poprzedniej generacji SX'a, to nie miał on w sumie silnika, ale wielki detonator tylnych opon. Kontrola trakcji świrowała i myślała, że jest brokułem na pierwszych trzech biegach, a jeśli zaczęło Cię to irytować – a na pewno tak było – wyłączałeś kontrolę trakcji. Wtedy, jeśli utrzymywałeś obroty powyżej 6 tys., tylne koło nie umiało odnaleźć przyczepności do trzeciego biegu. Interesujące zachowanie jeśli mówimy o motocyklu turystycznym. Problem w tym, że kontrolę trakcji w motocyklach wyłączają jedynie dziennikarze. Normalni ludzie raczej nie chcą, żeby tył motocykla tańcował jak szwagier na weselu, a koło nieustannie przegrywało walkę o przyczepność. Nowy SX ma o wiele, WIELE lepsze maniery. Co nie znaczy, że ktoś stępił mu pazury. SX przyspiesza jak rakieta, na każdym biegu, z każdych obrotów. W okolicach 5500-6500 obr/min efekt wyrywania ramion jest taki sam na drugim i na piątym biegu. Można wyprzedzić cały pas ciężarówek na szóstce, od 2 tys obr/min i można się przy tym wręcz zrelaksować. Kawasaki posłuchało swoich klientów. SX stał się może nie tyle łagodny, co przyjemniejszy w użyciu i obsłudze. Każdy kto kiedyś jechał z dziewczyną w trasę i dostał po głowie za to, że motocykl przyspieszył zbyt agresywnie i pasażerkę szarpnęło do tyłu wie, o co chodzi.

Tryb „8 letni chłopiec”

Zostawmy na razie te turystyczne dysputy o łagodności silnika i bijących nas po głowie kobietach. Mnie w momencie wsiadania na nowego SX'a nie interesowało to, gdzie będę mógł przypiąć śpiwór albo jak wyprofilowane jest siedzenie. Przecież to SX, wiadomo, że te tematy były ogarnięte już na desce kreślarskiej przez speców z Kawasaki. Mnie interesowało jak motocykl będzie ze mną współpracował w momencie kiedy uznam, że mam 8 lat i będę chciał się dowiedzieć, czy słowo „Sportowy” Turystyk jest pisane wielką litera. Silnik ma dwa tryby: Full Power i Low Power, ale szczerze mówiąc, różnica między nimi jest niewielka. Trzeba to powiedzieć wyraźnie: Nowy SX jest potwornie szybki. Jest szybszy niż myślisz. Przyspieszenie nie kończy się na żadnym biegu. Zawsze jest. Nie musisz go specjalnie prosić, aby łaskawie się pojawiło. Wystarczy dać sygnał prawą manetką. A propos, poprzedni model SX'a miał skandalicznie długi rollgaz. Żeby wydobyć z silnika całą jego chęć do zabawy, trzeba było nienaturalnie wygiąć prawy nadgarstek. Tutaj rollgaz jest idealnie dopasowany do pełnego, komfortowego zakresu pracy ludzkiego nadgarstka. Co jest całkiem przyjemne, bo na plątaninie zakrętów dyrygowanie mocą za pomocą niewielkich ruchów jest bardzo satysfakcjonujące.

Tutaj musimy powiedzieć o zawieszeniu. Kolejny raz, mam wrażenie, że Nowy SX jest ewolucją i to w idealnym znaczeniu tego słowa. Zawieszenie jest dokładnie takie jak powinno być, to znaczy, że nie przeszkadza Ci. Jeśli musi, to jest twarde i zapewnia doskonały feedback, jeśli musi, to jest komfortowe i można je wyregulować pod swoje potrzeby. Tutaj zawieszenie po prostu Ci nie przeszkadza. W Z1000 w czasie jazdy myślałeś: „O Boże, zaraz rozleci mi się kręgosłup”. Tutaj zapominasz, że zawieszenie w ogóle jest. Doskonale. Co również świetnie współgra z pozycją za sterami. Ta różni się dość znacznie w stosunku do starego SX'a. Kierowca nadal przyjmuje aktywną pozycję, ale ma więcej miejsca, nogi są mniej ugięte w kolanach, kręgosłup bardziej wyprostowany, na rękach spoczywa mniejszy ciężar, lepiej się dopasować. Hamulce obsługujemy jednym palcem, są diabelnie skuteczne i wyśmienicie dozowalne. Co ciekawe (nie wiem, czy to będzie mądre i profesjonalne, ale...) mam wrażenie, że ABS podczas działania częściej „pryka”. Wiecie co mam na myśli? Te charakterystyczne przerywanie. Mam wrażenie, że bardziej myśli i więcej przelicza, co w rezultacie przekłada się na jego skuteczniejsze i dużo płynniejsze działanie.

Ewolucja króla szybkiej turystyki

Mam wrażenie, że Nowy SX jest bardziej dojrzały. Nie ma już w głowie głupich pomysłów, na przykład podpalać gumy na trójce i generalnie martwić na ulicy sportowe litry. Robi wszystkie rzeczy, które robił jego poprzednik. Ba, robi je lepiej. Jest żywym dowodem na to, że koncerny motocyklowe słuchają swoich klientów. A ci chcieli wygodniejszego siedzenia, lepszej aerodynamiki, większej ilości miejsca, bardziej precyzyjnej reakcji na gaz. No i to dostali. SX może nie jest już takim szaleńcem jak był kiedyś, ale przecież wszyscy dorastają. Bogusław Linda strzelał do gangsterów i generalnie był esencją Złego Chłopca, a teraz gra w reklamie T-Mobile. Z1000SX był królem szybkich sportowych turystyków. Nic nie zapowiada abdykacji.