Z800

 

„Na Z800 czujesz się groźnie. Nawet jeśli nazywasz się Wenecjusz, zaczynasz siwieć i pracujesz jako archiwista w Urzędzie Skarbowym”

 

Lubię się przyjrzeć motocyklowi zanim będę nim jeździć. To prawdopodobnie zboczenie zawodowe, a na pewno jakieś zboczenie, bo czasami przyłapuje się na tym, że moje oczy rozświetlają się z taką intensywnością z jaką rozświetlają się oczy kobiet, które widzą buty w promocji. Prawdę mówiąc, jeśli jesteśmy już szczerzy, to zdarzyło mi się dotykać zbiornika paliwa i zadupka i mówić do motocykla „mmmm, jesteś taka piękna”. Mniejsza z tym. Obchodzę Z800 dookoła szukając jakiejś perspektywy, z której nie będzie mi się podobał. Niestety, nie ma takiej. Z której strony bym nie patrzał, Z800 wygląda dobrze. Jest skondensowany, zwarty, zbity, ma bardzo niski procent zatłuszczenia organizmu. Czy jest ostentacyjny? Ostatacyjna jest Conchita Wurst czymkolwiek by nie była. Z800 prezentuje się zacnie i sam sobie zadaję pytanie, czy aby nie jest seksowniejszy od Z1000? To tak jakbym musiał wybrać, czy Scarlett Johansson miałaby się pojawić w mojej sypialni w stroju niegrzecznej pielęgniarki czy może niegrzecznej uczennicy. Zupełnie rozumiem, dlaczego ludzie mają wątpliwości, czy Z800 nie wygląda zbyt dobrze w porównaniu do flagowego uber-nakeda „1000”. Z750 wypisał ogromny czek jeśli chodzi o przyjazność motocykla i radość z jego nieocenzurowanego prowadzenia i byłem ciekaw, czy następca zdoła ten czek pokryć. Kiedy tylko zasiądziesz za sterami i Twój układ nerwowy odczyta pozycję za kierownicą: aktywną, agresywną, w Twojej głowie natychmiast zapali się lampka z napisem „Trochę się zabawimy!”. Nie wiem, czy takie stwierdzenie ma choć ślady sensu, ale na Z800 czujesz się groźnie. Nawet jeśli nazywasz się Wenecjusz, zaczynasz siwieć i pracujesz jako archiwista w Urzędzie Skarbowym. Wcisnąwszy przycisk rozrusznika rozpoczyna się chaotyczna aria mocy i hałasu. Nic, absolutnie nic, żaden inny motocykl nie brzmi chociaż podobnie jak Kawasaki. Masz wrażenie, jakby w silniku  była armia maklerów z Wallstreet, którzy chcą się przekrzyczeć. Chaos, totalny chaos, jednak w jakiś dziwny sposób okiełznany, poukładany, taki, w którym możesz odnaleźć ukojenie. Takie coś potrafią tylko inżynierowie Kawasaki. Jedwabiście płynnie pracujące silniki są dobre dla małych dziewczynek i harcerzy. Nie mam pojęcia, czy istnieje jakiś naukowa liczba na określenie wspaniałości towarzyszącej gwałtownej zmianie prędkości i zapinaniu kolejnych biegów bez sprzęgła, ale jeśli tak, to Z800 ma ją bardzo wysoką. Z750 był rozsądnie dynamiczny. Z800 jeździ tak, jakby się na Ciebie gniewał.  To niewiarygodne jak wiele dobrych rzeczy zrobił tak niewielki skok pojemności. Nie ma takiego zakresu obrotowego, w którym Z800 dostawałby zadyszki. Najpierw, od najniższych obrotów motocykl ciągnie równo bez znaczenia na jakim biegu właśnie jedziesz, bardzo szybko plasując się mniej więcej w połowie skali obrotomierza na którym i tak nic nie widać. Czy mnie obchodzi, że nic na nim nie widać? Nie. Potem, w okolicach 8000 obr/min pukasz do drzwi mieszkania Szatana. W niektórych motocyklach, których nazw nie mogę tutaj wymienić, bo mój prawnik jest na wakacjach, obroty rosną równie ekscytująco jak drzewa. Czekasz w desperackiej nadziei na jakiś choć śladowy orgazm mocy i momentu obrotowego, a kiedy już wydaje Ci się, że zaraz nadejdzie, do gry wkracza odcięcie zapłonu, a Ty, zawiedziony, zmieniasz bieg i całe to nudne przedstawienie rozgrywa się od nowa. Cały spektakl mocy Z800 został tutaj podzielony na sześć aktów, które zmieniasz dźwignią zmiany biegów. A' propos zmiany biegów. Skrzynia w Z800 bardzo przypomina mi wyczynowe skrzynie z supersportów. Ma szokująco krótki skok, co jest dobre. Nie ma nic gorszego niż nieludzkie wyginanie lewej stopy aby zmienić bieg dźwignią o kilometrowym skoku. Zresztą kolejne biegi przy ostrym przyspieszaniu wchodzą błyskawicznie i płynniej niż gorący nóż w Nutellę. Niepokoi mnie, ze uważam to za tak bardzo satysfakcjonujące. W ogóle Z800 sprawia wrażenie, jakby był motocyklem stricte sportowym ogołoconym z owiewek. Kiedy skręcasz i mam tutaj na myśli inicjację zakrętu, wejście w niego, przejechanie go i wyjście z niego, przed oczami pojawiają Ci się wykresy aktualnego sprężenia zawieszenia, dobicia, odbicia i przyczepności w danym momencie. Wszystko to, charyzmatyczna reakcja na gaz, odgłos silnika, „czytanie” drogi przez podwozie, pozycja za kierownicą składa się na sensacyjne doznanie. I jeśli w przypadku Z750 można było mieć jeszcze wątpliwości na temat jego rozbójnickiej natury, Z800 daje już wyraźnie do zrozumienia, że nie jest motocyklem dla niedoświadczonych hipsterów. Naprawdę nie wiem jak Kawasaki udaje się połączyć tak wściekły wzrost obrotów z tak płynnym dozowaniem otwarcia przepustnicy. Jeśli coś działa tak płynnie i coś możesz tak precyzyjnie kontrolować, to nie powinno zachowywać się jak dźgnięty widłami pies Dingo. Czy przeszkadza mi, że siedzenie nie jest przesadnie wygodne, a wyświetlacz przypomina komputer naramienny predatora i zazwyczaj widać na nim wskazania, ale nie do końca wiadomo jakie? Prawdę mówiąc, mam to gdzieś. Bawię się zbyt dobrze. Zabieg zwiększenia pojemności sprawił, że osiągami Z800 bardzo zbliżył się do Z1000, a komplementy nie idą wyżej od tego. Dobrze, ale czy w takim razie Z800 pokrył czek wypisany przez Z750? Ja myślę, że można tutaj mówić nie o samym pokryciu czeku, ale o tłustej premii. Co dostaniesz kupując Kawasaki Z800? Przede wszystkim, bilet na jedną z najbardziej ekscytujących przejażdżek Twojego życia. Naprawdę, jest na świecie niewiele rzeczy równie przyjemnych jak bestialskie przyspieszenie przy akompaniamencie silnika, który brzmi jak publiczność na koncercie Iron Maiden, oraz przy jeszcze bardziej bestialskim przebijaniu biegów. Myślisz, że „Z” będzie miała jakieś problemy, przeciwwskazania jeśli będziesz traktował ją jak zdzirę, ale nie. Będzie zadowolona co najmniej tak jak Ty. Za każdym razem, kiedy miałem okazję jeździć Z800, nie chciałem go oddawać. Za każdym razem, kiedy miałem kilka motocykli do wyboru, wybierałem Z800. Jest w nim coś złego i to jest bardzo dobre.

Formularz kontaktowy

Masz pytania? Odwiedź nas, zadzwoń, lub prześlij zapytanie.

 Jednocześnie, oświadczam że zostałem/am poinformowany/wana że:

  1. Administratorem zebranych danych osobowych jest DELTA Plus Sp. z o.o. z siedzibą w Al. Wojska Polskiego 18 41-500 Chorzów, dane  kontaktowe Tel. 32 346 346 6, e-Mail informacja@deltaplus.pl
  2. Inspektorem Ochrony Danych jest Krystyna Wal,  e-mail i iod@deltaplus.pl
  3. Wyrażona zgoda może zostać cofnięta w dowolnym momencie, bez żadnych negatywnych skutków oraz bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania danych którego dokonano przed jej cofnięciem.
  4. Cofnięcia zgody dokonać można przez wysłanie informacji na adres iod@deltaplus.pl
  5. Moje dane osobowe będą przechowywane wyłącznie przez czas niezbędny do  udzielenia informacji a następnie usuwane z systemu, chyba że jednocześnie wyraziłem zgodę na inne działania podejmowane przez administratora danych tj. otrzymywanie informacji handlowych.
  6. Przysługują mi prawa do:
    • Żądania od Administratora danych dostępu do moich danych osobowych;
    • Żądania od Administratora danych uzupełnienia, sprostowania moich danych osobowych;
    • Żądania od Administratora danych usunięcia lub ograniczenia przetwarzania moich danych osobowych;
    • Wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania moich danych osobowych;
    • Żądania przeniesienia moich danych osobowych;
  7. Ponadto zostałem poinformowany, że przysługuje mi prawo do wniesienia skargi do organu nadzoru to jest do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (dawniej GIODO).