Z900

Kawasaki Z900 - Yakuza

Zaraz jak tylko pojawiły się pierwsze informacje i zdjęcia na temat motocykla kawasaki Z900, w salonie nie wiedzieliśmy za bardzo czego się spodziewać. Pewne było tylko to, że ten motocykl z całą pewnością nie będzie grzeczny. To przecież Zet i to z drugiego końca skali pojemnościowej, więc ze sporym prawdopodobieństwem i równie sporą ochotą będzie jeździł na gumie, palił ją i ogólnie robił rzeczy, na myśl o których urzędnikom z Ministerstwa Transportu pojawia się na nudnych, zszarganych Excelem twarzach grymas dezaprobaty. No więc dostaliśmy 900-tkę i myśleliśmy, że to po prostu zwykły, planowany rozwiert Z800, którą wszyscy znają i kochają i której resztki z tylnej gumy nadal są przed naszym salonem. Jakże się myliliśmy...

O tym jak bardzo się myliliśmy, przekonaliśmy się po pierwszym odkręceniu gazu...

… ponieważ to, co wtedy się dzieje można określić wyłącznie słowami „O”, „Mój”, „Boże”, „Jak”, „To”, „Zapier***a”. Plus wykrzyknik. Wystarczyło ruszyć z pierwszego skrzyżowania. Tego niedaleko salonu Kawasaki DELTA Plus. Tam, gdzie lubi stać policja. Nie stała. Ale jeśli by stała, ja wysyłał bym ten tekst prezesowi z celi. Nie mogłem uwierzyć w to, co pojawiło się na prędkościomierzu i to na dwójce. Przyspieszenie to połączenie dzikości Kawasaki Z800 i zwierzęcej siły Z1000. Jakby uderzył Cię goryl na amfetaminie. Krótko mówiąc, obroty po skali obrotowej pną się ultraszybko, a przez cały czas tej wspinaczki chce Ci oderwać głowę. Skrzynia biegów wymaga trochę przyzwyczajenia. Nie chodzi o to, że jest kiepska, bo nie jest, ale po prostu musisz sam ją poznać i zrozumieć, że najlepiej będzie działać wtedy, kiedy będziesz ją traktował ostro i źle. Jeśli będziesz grzecznie wciskał klamkę sprzęgło, rozłączał układ przeniesienia napędu, spokojnie wbijał kolejne przełożenie i równie spokojnie puszczał klamkę, skrzynia będzie się zachowywać jak kobieta, która liczyła na szaloną noc i poprzewracane lampy, a Ty ją tylko przytuliłeś. Oto instrukcja prawidłowego używanie Z900 – i każdego innego Zeta – Dynamicznie odkręcić gaz, nie zawracać sobie głowy klamką sprzęgła, wbić brutalnie kolejny bieg, powtórzyć. Ona to uwielbia.

Z900 jest trochę nie-z-tego-świata...

...i to nie tylko z powodu swojego Predatorowego wyglądu. Chodzi o powietrza. A konkretnie o te powietrze, które dostaje się do silnika przez zupełnie przeprojektowany airbox. Brzmi to po prostu obco. Zet zasysa powietrze, wręcz zachłystuje się nim jak barbarzyńca, który musi napełnić płuca zanim zamachnie się toporem i pozbawi Cię głowy. Zabawne, bo dokładnie to Z900 czyni w zasadzie na każdym biegu. Patrząc na niego przez pryzmat Z800, bo – bądźmy szczerzy – przez taki właśnie pryzmat wszyscy będą na niego patrzeć, mamy więcej mocy i mniej kilogramów. Nawet ktoś, kto w Liceum był zagrożony z matematyki na każde półrocze wie, co oznacza takie równanie i jakie jest jego wynik. Dobrze, ale co to oznacza dla kierowcy? Pierwsze dwa biegi to wheelie, przy użyciu samego gazu. Obstawiam, że udałoby się postawić ten motocykl na baczność przy lekkiej asyście sprzęgła nawet na czwórce. Zatem mamy tutaj pierwszy gen rodziny Zet – permanentną chęć do wstawania na gumę...

… ale czy mamy inne cechy, za które naród pokochał wszystko, co zaczyna się od literki „Z”?

Lekkość jest pierwszą rzeczą, którą zauważysz i odczujesz jadąc Z900. Zaraz po tym jak motocykl opadnie już na obydwa koła. Nie jest tajemnicą, że Z1000 cierpiał na lekki nadmiar kilogramów. Co w połączeniu z absurdalnie mocnym silnikiem i tym, że nie oddawał on swojej mocy, ale raczej nią eksplodował było interesującym doświadczeniem. „1000” był jednym z tych motocykli, dzięki którym cieszyłeś się, że żyjesz odstawiając go do garażu. Co miało swoje zalety – bardziej doceniałeś swoje życie. „900” to perfekcyjny złoty środek. Masz wyraźny, żeby nie powiedzieć ogromny skok mocy, osiągów i dynamiki w porównaniu do Kawasaki Z800, ale nie musisz już zaopatrywać się w pieluchomajtki, co w przypadku Z1000 bywało czasami koniecznością. To cholernie trudna sprawa tak idealnie trafić w motocyklowe sedno i zrobić motocykl, który jest na skraju niebezpiecznego, bo potrafi rozpędzić się do 150 km/h w 4.5 sekundy, ale jednocześnie na tyle ogarnięty i skory do rozwiązań pokojowych, że możesz faktycznie czerpać frajdę z jego psychopatycznego charakteru.

Epilog

Tak, motocykl Kawasaki Z900 jest wygodny. Siedzenie jest lepiej wyprofilowane, miększe i ogólnie przyjemniejsze dla tyłka. Tak, kokpit jest przejrzysty, a wszystkie przyciski są tam, gdzie się ich spodziewasz. Tak, kąt ugięcia kolan i stosunek kręgosłup-ramiona-nogi jest na tyle komfortowy, że nawet po długiej jeździe nic Cię nie boli (no, może jedynie mięśnie karku i stawy, ale to normalne i wymagane). Ale ocenianie Z900 pod kątem praktyczności jest po pierwsze bez sensu, a po drugie kogo obchodzi, czy są tutaj miejsca, do których możesz przypiąć siatkę z zakupami? Ja idąc z kluczykami do motocykla oczekuje tego samego uczucia, które towarzyszy człowiekowi, który szykuje się w sobotę wieczorem na grubą imprezę. Albo wyjeżdża na wakacje. Tego nagłego strumienia ekscytacji. Tego zapewnienia i gwarancji, że to, co się wydarzy w niedalekiej przyszłości będzie tak dobre, że lepiej nie pokazywać nikomu z tego zdjęć. No i w Z900 to znalazłem.